O podróżach w przeszłości – część 1


Zazwyczaj w pisanych tu tekstach przenosiliśmy się głównie w czasie, choć tak naprawdę i przenoszenie się w przestrzeni było, siłą rzeczy, nieuniknione. Choć najbardziej fascynują mnie pradzieje i początek średniowiecza na terenie współczesnej Polski, nie brakuje analogii z innych terenów. A i nie dla każdego z obecnych tu czytelników Polska jest miejscem zamieszkania. Dziś będzie typowo o podróżach – o tak zwanych importach, czyli przedmiotach, które do nas sprowadzono. O kontaktach handlowych, wojennych, o niesieniu światła nowej wiary. O tym, jak wędrowały przedmioty, wierzenia, idee i technologie. Znowu temat ogromny ale myślę, że warty poruszenia. Bo człowiek podróżował od zawsze – także przed wynalezieniem koła i udomowieniem koni.

            Jak zawsze postaram się zacząć od początku i w miarę trzymać chronologii. Pierwszą wielką podróżą (raczej podróżami) człowieka jako gatunku było wyjście z Afryki a następnie stopniowe rozprzestrzenianie się po poszczególnych zakątkach świata. Świadectwami pierwszych podróży są też krzemienie. Na terenach współczesnej Polski odkrywamy pradziejowe wytwory z kilku najczęstszych rodzajów krzemieni. Na całym Niżu Polskim występuje czarny krzemień z białą korą – krzemień bałtycki. Nad na Pomorzu można znaleźć małe jaskółcze chlebki – to krzemień pomorski. Tereny południowej Polski to krzemień świeciechowski (Wyżyna Lubelska) i czekoladowy (Góry Świętokrzyskie). Krzemień pasiasty wydobywano w neolitycznej kopalni w Krzemionkach Opatowskich. Na naszych terenach, zwłaszcza na północy, można także znaleźć czarne szkliwo wulkaniczne czyli obsydian. Wytwory wykonane z powyższych materiałów są odkrywane w różnych częściach naszego kraju, co najwyraźniej widać na przykładach narzędzi z krzemienia pasiastego. Spójrzcie na muzealne eskpozycje i zwróćcie uwagę na to, z jakich rodzajów krzemienia wykonano zabytki. To jedne z pierwszych świadectw ludzkich podróży – ktoś ten materiał lub przedmiot przywiózł, przyniósł lub przewiózł łodzią.

            Skacząc nieco w czasie przenieśmy się do granic epoki brązu i żelaza i w okolice Gniezna, konkretnie do osady obronnej kultury łużyckiej w Biskupinie. To chyba najbardziej znany skansen w Polsce. Zjawisko funkcjonujące w archeologicznym języku jako grody typu biskupińskiego zaczyna być widoczne na początku epoki żelaza. Pojawiają się wtedy osady obronne, takie jak we wspomnianym Biskupinie. Charakteryzują je konstrukcje obronne – wały, palisady lub umieszczenie na terenach podmokłych. Współcześnie zachowane relikty łatwo pomylić z wczesnośredniowiecznymi grodziskami – wątpliwości rozwiewa dopiero odnalezienie fragmentów ceramiki. Nierzadko budowniczy grodów wczesnośredniowiecznych stawiali je na wcześniejszych grodziskach kultury łużyckiej. Gdzie tu podróże? Po pierwsze ma to związek z przyczynami powstania takich osad. Dlaczego w tamtym czasie zaczęto budować warowne osiedla? Przyczyna wydaje się być oczywista – prawdopodobnie chodziło o ochronę ich mieszkańców i majątków. Kogo się obawiano? Być może ludów stepowych – Kimmerów i Scytów. W Biskupinie odkryto grociki strzał scytyjskich. Najazd Scytów podaje się jako jedną z możliwych przyczyn upadku tego grodu. Inną przyczyną budowania osad obronnych mogły być walki międzyplemienne lub chęć naśladownictwa budownictwa podpatrzonego na innych terenach, choć ta teoria najmniej do mnie przemawia. Którakolwiek z tych przyczyn jest najbliższa prawdzie, każda świadczy o  tym, że grody typu biskupińskiego są powiązane z podróżami.

            Scytowie – w wielkim uproszczeniu koczownicy zamieszkujący północne wybrzeża Morza Czarnego od VIII wieku p.n.e., współcześni naszej kulturze łużyckiej. Znaleziska archeologiczne dowodzą, że zapuszczali się na nasze tereny, w zazwyczaj mało pokojowych zamiarach. Jednym z piękniejszych śladów obecności Scytów na ziemiach polskich jest Skarb z Witaszkowa. Został on odkryty podczas prac rolnych na polu pewnego gospodarza pod koniec XIX wieku. Zawierał złote przedmioty o wadze około 5 kg. W jego skład wchodziły między innymi złota ryba, okucie sakwy na łuk i strzały, również w kształcie ryby, uchwyt krótkiego, scytyjskiego miecza, naszyjniki i naramienniki a wszystko to datowane na około 500 roku p.n.e. Jak to często bywa ze znaleziskami z XIX i początków XX wieku, losy skarbu były burzliwe. W ich wyniku część została rozkradziona, część trafiła w prywatne ręce, część przetopiono a resztę można oglądać w berlińskim muzeum. Wiele lat po odkryciu skarbu, przeprowadzono badania weryfikacyjne, których celem była dokładna lokalizacja stanowiska. Natrafiono na obudowane kamieniami źródło, pełniące zapewne funkcję kultową oraz importowane paciorki szklane. Badania przedmiotów wchodzących w skład skarbu dowiodły natomiast, że nie były one nigdy używane, za to noszą ślady działalności ognia. Wysnuto więc teorię, że miejsce odkrycia opisywanego skarbu to teren, na którym oddawano cześć wodnym bóstwom. Rytuały miałyby obejmować libacje i palenie a potem składanie w źródle cennych przedmiotów. Taki los miałby także spotkać nasz depozyt – w tym wypadku mógłby on być darem dyplomatycznym scytyjskich posłańców dla miejscowej ludności. Byłby także dowodem na inne niż niszczycielskie cele podróży Scytów.

Niedźwiedź ze Ślęży – ten drugi, mniej znany

Obecność Celtów na ziemiach polskich wywołuje wiele emocji. Ich początki można wiązać z regionem Hallstatt w dzisiejszej Austrii i VIII wiekiem p.n.e. Potem kultura celtycka rozrosła się na region La Tène – dzisiejsza Francja, Niemcy, Szwajcaria i Czechy. Od nazwy tego regionu powstała kultura lateńska – utożsamiana, choć nie do końca tożsama z Celtami. Rozprzestrzeniali się oni dalej na szerokie obszary Europy, sięgając także południowej Polski. Na terenach naszego kraju obecność Celtów datuje się na ok. 400 – 120 p.n.e. Zawdzięczamy im zjawisko tak zwanej latenizacji czyli sporego skoku technologicznego, zwłaszcza w zakresie metalurgii. Pojawiają się wtedy elementy uzbrojenia i wiele narzędzi o wysokiej jakości.

            Jest pewna góra w Polsce, którą niektórzy badacze wiążą z Celtami – mowa o Ślęży. Na jej szczycie oraz o u podnóża umieszczono kamienne rzeźby. Przedstawiają one dziki lub niedźwiedzie, postacie antropomorficzne (Panna z Rybą) oraz kształty zwane jako Grzyb i Mnich. Więcej pisałam o nich w artykule o Ślęży. Rzeźby zostały wykonane z kamienia i żadna z nich nie stoi w pierwotnym miejscu. Sprawia to, że na obecnym poziomie nauki, nie potrafimy stwierdzić na pewno kto i kiedy je stworzył. Choć przeważa teoria, że są to wczesnośredniowieczne słowiańskie rzeźby kultowe, jest też inna. Niektórzy badacze za twórców tych rzeźb uznają Celtów – miałyby tego dowodzić symbole w kształcie ukośnych krzyży obecne na rzeźbach.

            Do tej pory uznawano, że Celtowie na terenach Polski pojawiali się na Śląsku, w Małopolsce, być może na Kujawach. Znalezisko z roku 2024 rzuca jednak nowe światło na to zagadnienie. W Bagienicach Wielkich w Małopolsce w województwie mazowieckim odkryto brązowy hełm celtycki z IV wieku p.n.e. Znalezisko jest tym bardziej niezwykłe, że jest to dopiero drugi podobny hełm odkryty na ziemiach polskich. W Bagienicach natrafiono na relikty osady obronnej oraz przedmioty charakterystyczne dla metalurgii celtyckiej – siekiero-ciosła, półkoski, nożyce a także liczne, charakterystyczne ozdoby.

            Tyle na rozgrzewkę. W następnej części lub częściach ruszymy szlakiem bursztynowym, spotkamy z Hunami i popłyniemy z Wulfstanem do Truso. Potem odwiedzimy Prusów, spotkamy misjonarzy i trafimy do krzyżackich zamków.


Jedna odpowiedź do “O podróżach w przeszłości – część 1”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *