Wierzenia kaszubskie na tle Słowiańszczyzny – część 1


Jastrë i Môjik

Mieszkam na Kaszubach od szesnastu lat, ale nadal czuję się przyjezdna. Podziwiam jeziora i lasy, pagórki oraz równowagę pomiędzy dziką naturą a cywilizacją. Nie lubię późnej wiosny i uwielbiam piękną, złotą, kaszubską jesień. W tym wszystkim jednak najważniejsza jest kultura. Podziwiam przywiązanie do tradycji i dostrzegam nawiązanie do wierzeń jeszcze starszych. Fascynują mnie one i nadal pozostają tajemnicze. Z tego powodu podejmę dziś próbę porównania niektórych zagadnień z zachowanych wierzeń wczesnośredniowiecznych Słowian i dawnej tradycji kaszubskiej, która nadal jest widoczna we współczesnych obchodach świąt i zwyczajach.

O pogańskich Słowianach i ich wierzeniach przeczytacie na tym blogu sporo. Warto jednak zrobić krótkie podsumowanie – dla tych, którym akurat ten tekst wpadnie w ręce jako pierwszy.

Temat wierzeń i mitologii słowiańskiej pozostaje tematem dyskusji naukowej a tezy różnych specjalistów są często skrajnie różne. Można jednak bez większych wątpliwości podać kilka z nich: Wczesnośredniowieczni Słowianie zajmowali duże tereny, co sprawia, że ich wierzenia były zróżnicowane. Część z istot nadprzyrodzonych, w które dawni Słowianie wierzyli, miało zasięg regionalny – bogowie, w których wiara istniała u Słowian Połabskich, mogli być zupełnie obcy mieszkańcom Bałkanów. Z pewnością wszystkich Słowian łączyły wierzenia związane z naturą i cykliczne postrzeganie czasu. Tereny Pomorza są w tym wszystkim wyjątkowe – z powodu późnej chrystianizacji i ogromnego przywiązania do dawnych wierzeń. Może dlatego w tradycji kaszubskiej zachowało się więcej niż na innych terenach współczesnej Polski. Zachowało się wiele, ale widocznych jest też sporo odmienności – zjawisk, które nie były charakterystyczne dla pogańskich Słowian. Albo przynajmniej takich, o których nie wiemy.

Na początek weźmy na warsztat kilka charakterystycznych świąt, których obchody nawiązują do pogańskich tradycji.

Słowiańskie Jare Gody, współczesna Wielkanoc i kaszubskie Jastrë rozpoczynają rok obrzędowy. U dawnych Słowian było to święto związane z przesileniem wiosennym, z czasem gdy zamarznięte wody były symbolicznie uwalniane spod panowanie Welesa i okresem, gdy kończył się czas zimy a rozpoczynał nowy cykl wegetacyjny. Znaczenie miały tu zdobione jajka, często przyjmujące postać grzechotek i odnajdywane w kontekstach grobowych – były one symbolem życia. W opowieściach dotyczących Jarych Godów powtarzają się dwie boskie postacie – pan wiosny, życia, miłości i wojny – Jaryło oraz bogini zimy i śmierci – Marzanna. Natomiast na Kaszubach Jastrë to konglomerat tradycji chrześcijańskiej i pogańskiej w towarzystwie smaczków typowych dla tych terenów.

Obchody Jastrë zaczynały się już tydzień wcześniej, od tak zwanej Kwietnej albo Wierzbnej Niedzieli, czyli katolickiej Niedzieli Palmowej. Na Kaszubach głównym składnikiem palmy wielkanocnej były gałązki kwitnącej wierzby – stąd taka nazwa. Po poświęceniu palmy w kościele odwiedzano sąsiadów uderzając ich gałązkami i mówiąc „Wierzba bije, jô nie bije. Za tidzéń wiôldżi dzéń, za nocë trzë i trzë są Jastrë”. Następnie należało zjeść rozkwitnięte bazie, co miało chronić przed chorobami gardła a palmę zawiesić nad drzwiami albo wetknąć za święty obraz.

Kolejne zwyczaje widoczne były przy obchodach katolickiego Triduum Paschalnego czyli czasu od Wielkiego Czwartku do Niedzieli Wielkanocnej. Czwartek był czasem, gdy zaczynano pierwsze siewy. Trąbiono też wtedy na bazunach i obchodzono chaty z klekotkami odstraszając w ten sposób złe duchy. W czwartek malowano także jajka – na Kaszubach zawsze na jednolity kolor.

W Wielki Piątek obowiązywał ścisły post, co należy wiązać z tradycją chrześcijańską. Pogańskie korzenie może mieć za to zwyczaj świątecznych porządków a zwłaszcza wyrzucanie odpadków na granicę lub teren sąsiada – był to sposób na pozbycie się robactwa. Smagano także dzieci gałązkami jałowca a zwyczaj ten nosił nazwę Boże Rany. Wieczorem w Wielki Piątek obmywano się w rzekach i jeziorach, co miało uchronić przed chorobami, zwłaszcza oczu i skóry. I tu należy się na chwilę zatrzymać i dostrzec wyraźną różnicę pomiędzy zwyczajami kaszubskimi a rekonstruowanymi wierzeniami dawnych Słowian. U tych drugich woda przed przesileniem wiosennym była otoczona tabu i niebezpieczna – obowiązywał więc zakaz kąpieli w rzekach i zbiornikach wodnych.

W Wielką Sobotę święciło się wodę, ogień i pokarmy – akurat ten zwyczaj zachował się także w innych częściach Polski. Potem domownicy zanosili żarzące się węgle do domów i rozpalali nowy ogień, w niektórych częściach Kaszub rozpalano także ognisko na cmentarzach. Pozyskany w ten sposób popiół rozrzucano by chronić obejścia, zwierzęta i plony przez gradobiciem. Popiołem rysowano znaki krzyża na drzwiach, co miało chronić chaty przed czarownicami. W ogóle dużo było czarownic na Pomorzu – czytajcie dalej a sami zobaczycie.

                Obchody Niedzieli Wielkanocnej znowu były związane z wodą i to z tak zwaną żywą, czyli płynącą w rzekach i strumieniach. Kaszubi kąpali się w nich jeszcze przed wschodem słońca, by zachować zdrowie i urodę. Gdy wracali, obowiązywał zakaz rozmów i odwracania się za siebie. Dalsze tradycje dotyczą życzeń i tradycyjnych potraw co nie jest już tak ważne w kontekście dzisiejszych rozważań.

Kolejne kaszubskie, wiosenne święto to Môjik – wydarzenie niezwykłe w obrzędowym kalendarzu. Polegało ono na zdobieniu gałązki iglastej (wiecznie zielonej) kolorowymi wstążkami i obrazkami świętych a następnie obchodzenie z nią całej wsi – dla zapewnienia pomyślności i ochrony przed czarownicami, które miały być w tym okresie szczególnie aktywne. Môjik jest związany z rozpoczynającym się cyklem wegetacyjnym – święto obchodzone w maju, wtedy gdy przychodzi późna, kaszubska wiosna. Szukanie analogii tego święta dla obchodów znanych u wczesnośredniowiecznych Słowian budzi we mnie sporo wątpliwości. Z pewnością jednak Maik ma pogańskie korzenie, więc warto wspomnieć, dokąd mogą one sięgać.

                Wśród Rodzimowierców obchodzone jest majowe święto Stado. Z tej okazji stawiają oni słup przyozdobiony wieńcem i mający być symbolem axis mudni – drzewa życia łączącego ze sobą światy zmarłych, żywych i istot nadprzyrodzonych. Niektórzy doszukują się też tutaj symboliki fallicznej i łączą ją z wegetacją. W niektórych wariantach odbywają się także tańce wokół majowego słupa z użyciem zwisających z niego kolorowych wstęg trzymanych w rękach przez tańczących i zawijanych a następnie odwijanych ze słupa. Święto jest wiązane z wegetacją, uderzeniami pioruna i życiodajnymi siłami natury.

                Problem polega na tym, że nie ma pewności, czy dawni Słowianie w ogóle to święto obchodzili a jeśli tak jaką nosiło ono nazwę i co wchodziło w skład obchodów.

                Z innej szerokości geograficznej znane jest za to święto zwane Nocą Walpurgi. Z germańskimi obchodami kaszubski Môjik łączy termin – przełom kwietnia i maja kiedy to czarownice miały być szczególnie aktywne i zbierać się na sabatach. U dawnych Germanów była to noc złych duchów i zmarłych, kiedy to mieli być szczególnie aktywni. Korzeni tego święta można doszukiwać się w celtyckich obchodach święta związanego z Belem. Beltaine miało być symbolicznym początkiem lata przypadającym wtedy kiedy kaszubska wiosna. Rozpalano wielkie nowe ognie a w czasach chrześcijańskich rysowano na drzwiach krzyże i układano skrzyżowane miotły.

                Môjik to dziwne święto. Jego pogańskie korzenie widoczne są gołym okiem, jednak ciężko stwierdzić, gdzie konkretnie one tkwią. Może w wierzeniach dawnych Słowian, może Germanów a może to połączenie ich obu z dodatkiem czegoś zupełnie oryginalnego? Trudno też umieścić Môjik w rocznym kalendarzu obrzędowym. Wegetację i wiosnę rozpoczynają wszak Jastrë, do kaszubskiego lata daleko, skąd więc takie święto pomiędzy?

                Pozostawiam Was z tą refleksją i zapraszam do kolejnej części tekstu – będzie o świętach dalszej części roku i związanych z nimi tradycjach kaszubskich.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *