Wierzenia kaszubskie na tle Słowiańszczyzny – część 2


Ścinanie Kani, Sobótki, Święto Plonów, Pusta Noc i obrzędy śmierci, Gòdë

W pierwszej części tekstu pisałam o kaszubskim Jastrë doszukując się podobieństw z pogańskimi obchodami Jarych Godów. Była też mowa o święcie Môjik, dla którego słowiańskie analogie są o wiele bardziej mętne. Dzisiejsze rozważania zacznę od kolejnego święta z cyklu rocznego kalendarza obrzędowego.

                Mowa o dawnej Nocy Kupały zaadoptowanej później na Noc Świętojańską inaczej zwaną Sobótką. Rekonstruowane zwyczaje obchodów Nocy Kupały przez pogańskich Słowian opowiadają o wielkim święcie wody i ognia, o święcie opartym na antagonizmach i słowiańskim dualizmie. Rozpalano wtedy ogniska, pleciono wianki z ziół ze szczególnym uwzględnieniem bylicy, której przypisywano apotropaiczne właściwości. W wiankach umieszczano płonące świece a potem puszczano je na rzekę. Noc Kupały była też radosnym świętem miłości. Jednak najważniejszy w słowiańskich obchodach był moment detabuizacji wody. Przesilenie letnie to czas, w którym woda przestawała być groźna a zamieszkujące ją szkodliwe istoty demoniczne schodziły na dno zbiorników – od tej pory można było już zażywać kąpieli.

                Do tych zwyczajów Kaszubi dodają to, co typowe dla pomorskiej kultury ludowej – ochronę przed czarownicami. Ognie rozpalano więc na wzgórzach, czasem w formie smolnych beczek. Miało to odstraszyć czarownice od obsianych pól i siedlisk ludzkich. Gdy stos się dopalał, zabierano resztki węgli do domu i przy ich pomocy rozpalano ogień.

                Z okresem wczesnego lata związany jest także inny kaszubski zwyczaj – mowa o Ścinaniu Kani. Jego geneza jest dość zagadkowa. Możliwe, że posiada starosłowiańskie korzenie, jednak nie widzę tu wyraźnych analogii dla konkretnych obrzędów. Prawdopodobnie, jak większość ludowych świąt w społecznościach agrarnych, jest on związany z magią płodności i wegetacji. Ścianie Kani polegało na złożeniu ofiary – z ptaka kani, zastępującego ją gołębia, kury lub wrony a potem symbolizującej ją kukły. Ze zwierzęciem lub figurą obchodzono całą wieś by ostatecznie widowiskowo ją zabić. Kania symbolizowała wszystko co złe – suszę, gradobicia, ulewy, uroki rzucone przez czarownice. Jej uśmiercenie miało sprawić, że złe zjawiska opuszczą społeczność składającą ofiarę. Ścinanie Kani nie jest ściśle związane z konkretnym momentem roku, jednak najczęściej miało miejsce w czerwcu – miesiącu wyjątkowo suchym na Pomorzu.

Stroje kolędników na ekspozycji Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach

Koniec okresu wegetacji to dla społeczności agrarnych bardzo ważny moment roku. Z tej okazji dawni Słowianie obchodzili Święto Plonów dziękując za zbiory siłom nadprzyrodzonym. Źródła pisane mówią o tym, że z tej okazji pieczono wielki kołacz, który umieszczano pomiędzy zebranym ludem a starszym wsi. Następnie pogański kapłan lub inna osoba ciesząca się wysoką pozycją społeczną pytała pozostałych mieszkańców czy jest widoczna zza chleba na co odpowiedź była twierdząca. Życzono sobie, by za rok plony były tak duże, by upieczone ciasto zasłoniło pytającego. Słowiańskie Święto Plonów było wydarzeniem radosnym, w którym wyjątkową rolę odgrywały zboża, zioła i uzyskane plony. Obecnie, nie tylko na Kaszubach, obchodzone są Dożynki. Najbardziej widowiskowym elementem są piękne, okazałe wieńce plecione ze zboża i kwiatów często zdobione elementami chrześcijańskich krzyży czy wyobrażeniem hostii. Synkretyzm religijny był też mocno widoczny w kaszubskich zwyczajach żniwnych. Pierwsze skoszone kłosy zboża układano na krzyż i składano w ofierze demonowi pól zwanemu żëtną babą. Żytnia Baba występuje także w folklorze wsi w innych częściach Polski, jednak nie natrafiłam na wzmianki o składaniu jej ofiar z plonów. Ale wróćmy na Kaszuby – tu pierwszymi kłosami owijano także przydrożne kapliczki i krzyże. Wyjątkowym momentem było także ścinanie ostatnich kłosów, z których pleciono rodzaj bukietu zwanego krutką. Mocowano ją na kosie pierwszego kosiarza a następnie niesiono w ten sposób do zagrody gospodarza. Krutkę wieszano zazwyczaj nad drzwiami a ziarna z niej pozyskane dodawano do kolejnego siewu. Po zakończeniu żniw urządzano zabawę, która, zależnie od regionu Kaszub, nosiła różne nazwy – bãksowinë, òżniwinë  lub dożniwk. Kobiety plotły wieńce ze zboża przystrajając je wstążkami i polnymi kwiatami. Taką korunę niesiono potem do domu gospodarza. W obchodach kaszubskiego święta plonów wyjątkową rolę odgrywała także woda – oblewano nią uczestników pochodu niosących wieniec.

                Kaszubskie zwyczaje związane ze śmiercią są niezwykłym połączeniem dawnych wierzeń pogańskich i chrześcijańskiej sztuki dobrej śmierci. Tradycja pustej nocy, czyli modlitewnego czuwania przy zmarłym to kilkudniowy, skomplikowany obrzęd. Chrześcijańskie pieśni i psalmy zastąpiły słowiańskie lamenty. W czasie pustych nocy uważnie obserwowano zmarłego – jeśli wystąpiły niepokojące objawy istniało ryzyko, że zostanie on szkodliwym demonem – Wieszczim lub Łopi. Do niepokojących objawów należało zaczerwienie ciała lub twarzy, brak trupiej sztywności i utraty ciepła, opuchnięcie. Wyjątkowe szanse na zostanie upiorem mieli ludzie urodzeni w czepku lub z dwoma zębami. Tych pierwszych można było uchronić już za życia. Należało schować czepek i go ususzyć a gdy dziecko skończy siedem lat sproszkować go i dać do wypicia mieszając z napojem. Dawne wierzenia kaszubskie mówią o dziwnych sytuacjach, miały miejsce po śmierci ludzi. Jeżeli zdarzyło się, że w trakcie trwania pustej nocy zmarły wykazywał objawy zamiany w upiora, należało działać – obciąć zmarłemu głowę szpadlem i uraczyć się jego krwią. Zapisy  i opowieści przekazują, że nie zawsze niepokojące objawy dało się dostrzec podczas pustych nocy. Zdarzało się, że jakiś czas po pogrzebie rodzina zmarłego zaczynała chorować i umierać. Potem krąg śmierci rozszerzał się na sąsiadów i dalej. By go zatrzymać, należało udać się na cmentarz, wykopać zmarłego, który w tym czasie zjadał już własne ciało i którego znajdowano w pozycji siedzącej. Należało mu obciąć głowę szpadlem i uraczyć się jego krwią. Biada, jeżeli w tym czasie rozbrzmiały kościelne dzwony – wtedy umierali wszyscy, którzy je usłyszeli.

                Istniała też nieco łagodniejsza wersja radzenia sobie ze zmarłym mającym zadatki na upiora. Należało zapewnić mu zajęcie. W tym celu do grobu wkładano mu modlitewnik pozbawiony zakończeń modlitw, słowa „amen” lub ostatniej strony – po to, by czytał bez końca. Można też było włożyć do trumny splątaną sieć lub fragment swetra – po to, by trup zajął się ich rozplątywaniem. Inną metodą było sypanie, związanego przecież symbolicznie ze śmiercią także u Słowian, maku. W tym wypadku zmarły liczyłby w nieskończoność drobne ziarna.

                Cóż wspólnego mają jednak kaszubskie zwyczaje okołopogrzebowe z dawnymi wierzeniami pogańskimi? W obu przypadkach występuje wiara w zamianę zmarłego w upiora. Świadczą o tym tak zwane pochówki antywampiryczne, które zaczęły występować w momencie chrystianizacji. Archeolodzy odkrywają szkielety pozbawione czaszek, z głowami przełożonymi między kości nóg, skrępowane, złożone twarzami do ziemi, z sierpami na szyjach lub cegłami włożonymi do ust.

                U chrystianizowanych Słowian geneza pochówków antywampirycznych wydaje się oczywista. Gdy Kościół zabronił ciałopalenia, zmarły stał się automatycznie zagrożeniem, z którym żywi radzili sobie w ten sposób. Kaszubski zwyczaj pustej nocy może być tego dalekim echem. Podejrzewam tu jednak także udział elementu praktycznego. Pamiętajmy o tym, że jeszcze nie tak dawno nie zawsze przy zmarłym był lekarz a rodzinie często ciężko było rozróżnić śmierć od śpiączki czy śmierci klinicznej.

                Zostawmy już jednak te ponure i nieco przerażające zwyczaje i przejdźmy do radosnych obchodów słowiańskich Szczodrych Godów i kaszubskich Gòdë  – czyli współczesnego Bożego Narodzenia. U pogańskich Słowian było to święto nowego słońca, czasem utożsamianego z bogiem Swarożycem. Był to czas radości związany z przesileniem zimowym a więc początkiem wydłużania się dnia. Świętowano go poprzez kilkudniowy okres czasu ucztując i obdarzając się podarkami. Szczególną rolę odgrywały tu potrawy z udziałem zboża, maku i miodu. Był to czas należący do okresu Dziadów, w którym zmarli mogli przenikać do świata żywych i świętować razem z nimi.

                Tu właśnie dopatrujemy się źródła zostawiania przy stole pustego nakrycia – na Kaszubach nadal jest to kultywowane i pierwotne znaczenie pozostaje żywe. Szczególną rolę w kaszubskich obchodach Gòdë odgrywają pochody kolędników dzielące się na trzy warianty. Gwiôzdka rozpoczynała odwiedzanie gospodarzy już w okresie adwentu, bliżej Bożego Narodzenia chodzili Gwiżdże a w okolicach Trzech Króli można było liczyć na Szczodrôki. Dosyć trudno jest mi jednoznacznie opisać te grupy, ponieważ różniły się one zależnie od regionu Kaszub i ulegały zmianom w czasie. Również obecnie możemy zobaczyć występy takich kolędników – znaleźli się oni nawet na liście UNESCO.

                Generalnie grupy kolędników składały się z młodych mężczyzn, kawalerów i wśród przebierańców powtarzały się konkretne postacie. Najważniejszą z nich był z pewnością Gwiazdor, w którym badacze wierzeń słowiańskich dopatrują się Welesa – dawnego boga śmierci i bogactwa. Chłopak odkrywający Gwiazdora plótł specjalny, słomiany strój, często przyozdobiony kolorowymi tasiemkami a obowiązkowy element stanowiła maska. Powtarzają się też postacie odgrywające bociany i niedźwiedzie – tu można dopatrywać się animistycznych źródeł i sił witalnych przyrody. Inne postacie są już typowo świeckie – ułan harcujący na koniu, garbaty Żyd, wiecznie kłócący się dziad i baba a także milicjant prowadzący pochód Gwiżdże. Często występuje tez śmierć i diabeł.Kaszubskie kolędowanie to zwyczaj radosny, pełny krzyków i psot ale niosący w sobie echa dawnych wierzeń.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *