Bałtyjskie pochówki końskie i wierzenia związane z końmi


Już w epoce kamienia ludzie zaczęli udomawiać zwierzęta. Pierwsze były psy, kozy i owce. Majestatyczne zwierzę, jakim jest koń, początkowo żyło dziko w sporych stadach i służyło ludziom jako źródło pożywienia. Polowano na dzikie konie nie zdając sobie sprawy z roli, jaką będą one pełnić w późniejszych epokach. Pierwsze konie udomowiono w epoce neolitu gdzieś na stepach południowej Ukrainy. Używane były one do jazdy wierzchem przez kultury takie jak wojowniczy Scytowie, Kimmerowie, przerażający Hunowie czy Protobułgarzy. Obecne były także w kulturach antycznej Grecji i Rzymu, gdzie doceniano nie tylko ich rolę w działaniach wojennych, ale także niezwykłe piękno. Obecne były one także w kulturach skandynawskich. U ludności wikińskiej konie miały swoje miejsce w mitologii a nawet towarzyszyły ludziom w drogę w zaświaty. Także na południowych wybrzeżach Bałtyku pełniły one niebotyczną funkcję i o tym kilka słów poniżej.

Zjawisko występowania pochówków końskich u ludów stepowych, które regularne przemieszczały się i prowadziły działania wojenne przy użyciu wierzchowców nie powinno dziwić. Koń, nie dość że bardzo użyteczny, a wręcz nie do zastąpienia w niektórych sytuacjach, był też zawsze nabytkiem stosunkowo drogim. Sprawiało to, że otaczano go szacunkiem także po śmierci. Stąd częste pochówki zasłużonych wojowników wyposażonych w broń oraz wierzchowca. Skąd jednak zjawisko grobów końskich u Bałtów? Ludność ta zamieszkiwała tereny dzisiejszej północno-wschodniej Polski, Obwodu Kaliningradzkiego, Litwy oraz Łotwy. Nawet dziś pełno tam gęstych puszcz i bagien. Teren bardzo trudny do poruszania się konno. Do prac w polu koni wtedy nie używano. Były zwyczajnie zbyt drogie, a woły silniejsze, mniej narowiste i bardziej wytrzymałe. O wartości wierzchowca świadczył także wyjątkowy, mający stepowe korzenie zwyczaj, mianowicie picie kumysu. Na trunek ten pozwolić mogli sobie jedynie najbogatsi i był to jeden z wyznaczników statusu społecznego widoczny w życiu codziennym. Bogaci piją kumys, biedni jedynie piwo i miód, takie przynajmniej mamy przekazy pisane. Puszcza stanowiła też naturalną granicę oddzielającą Bałtów od innych kultur. Być może wpłynęło to na ich wielkie przywiązanie do tradycji i niezmienność zwyczajów w czasie.

Nie będę zamęczać czytelnika archeologicznymi opisami końskich grobów. Zainteresowanych odsyłam na moją akademię edu – tam znajdziecie sporo takich informacji. Wspomnę tylko, że u Bałtów z tymi końmi było troszkę inaczej niż u ludów stepowych i Skandynawów. Rzeczywiście większość szczątków koni towarzyszyło grobom dorosłych mężczyzn. Były one chowane w oddzielnej jamie poniżej jamy ze szczątkami człowieka ale w obrębie tego samego kurhanu. Od razu nasuwa się więc interpretacja o pochówkach zasłużonych wojowników i ich bojowych wierzchowcach. Pochówki takie były jednak raczej ubogo wyposażone, przy czym większość stanowiły elementy rzędu końskiego. Inne przedmioty, takie jak grzebień, także częściej znajdowano przy koniu niż przy człowieku. Po drugie zdarzało się, że również kobietom, a nawet dzieciom konie towarzyszyły w drodze w zaświaty. Po trzecie nie zawsze zwierzęta musiały być przypisane konkretnym osobom. Jest bardzo wiele cmentarzysk, na których konie składano w oddzielnej, południowej części stanowiska. Najciekawszy był jednak układ szczątków w ziemi. Często zdarzały się pochówki ze współczesnego punktu widzenia dosyć bestialskie, ponieważ zwierzęta chowano żywcem. Rekonstruowanych jest najczęściej kilka sposobów: 1. Można było pędzić konia, tak długo, aż padnie ze zmęczenia. Następnie krępowano go i spuszczano na linach bądź po rampie do jamy grobowej. 2. Niektóre konie nieskrępowane zasypywano żywcem. Świadczy o tym układ szkieletów, w którym widać ślady dramatycznej walki o życie. 3. I najbardziej humanitarny – można było skręcić kark zwierzęciu bądź odciąć mu głowę i pochować dopiero potem.

Tumiany, grób nr IX, za: Karczewski “Archeologia środowiska zachodniobałtyjskiego kręgu kulturowego na pojezierzach”

Skąd ten zwyczaj u rolniczo-hodowlanej społeczności? Czy został zaadoptowany od ludności, z którą handlowała? Należy pamiętać, że na Sambii (dzisiejszy okręg Kaliningradzki) kończyła się jedna z odnóg sławnego szlaku bursztynowego. Był to bursztyn kopalny, wydobywany na tamtych terenach do dziś. Już Tacyt pisał, że Bałtowie wydobywają bursztyn i sprzedają go w pierwotnej, nieobrobionej formie kupcom rzymskim. I tak działo się przez długie wieki. Handlowano nie tylko ze światem antycznym, ale także Skandynawami oraz, pośrednio, ludnością stepową. Być może stamtąd podebrano pomysł chowania koni, choć mi bardziej prawdopodobne wydają się być wpływy północnoeuropejskie. Inna sprawa, czy był to jedynie wyznacznik roli społecznej, czy też pewnego rodzaju świadectwo kultu. By odpowiedzieć na to pytanie, należy się przyjrzeć dwóm sprawom – przebiegowi stypy oraz wierzeniom.

Z opisów starożytnych i średniowiecznych kronikarzy wiemy, jak radzono sobie z podziałem majątku – najbardziej wiarygodnym źródłem są w tym wypadku przekazy Wulfstana. Po śmierci znacznego mężczyzny wyprawiano ucztę dla wszystkich sąsiadów i przyjezdnych. Trwała ona tak długo, aż nie roztrwoniono niemalże całego majątku zmarłego, czasem nawet kilka miesięcy. Co ciekawe, denat musiał być obecny na stypie duszą i ciałem. Odór rozkładającego się ciała nie sprzyja jednak apetytowi i świątecznemu nastrojowi. Jak sobie z tym radzono? Wynaleziono tzw. lód pruski. Obłożony nim zmarły mógł biesiadować wraz z żywymi bez wydzielania brzydkich zapachów. Pozostałe po uczcie dobra ruchome rozkładano wzdłuż drogi na przestrzeni jednej mili i urządzano po nie wyścig konny. Im coś było cenniejsze, tym dalej od linii startu leżało. W zawodach mógł wziąć udział każdy, kto posiadał wierzchowca i potrafił na nim jeździć. Koń był więc nie tylko świadectwem bogactwa, ale także sposobem na jego zdobywanie.

W wierzeniach ludów stepu czy Skandynawów koń zajmuje zaszczytne miejsce. Również u Bałtów istnieje cały szereg wierzeń z nim związanych a znamy je głównie dzięki pieśniom litewskim. Zaskakuje już sama liczba bóstw:

1. Auseklis – bóg gwiazda poranna, czasem przyjmował postać konia.

2. Dieva deli to boscy bliźniacy przedstawiani jako dwa konie, dobroczyńcy ludzkości.

3. Goniglis był bogiem pastwisk i w ofierze składano mu jądra koni.

4. Patollo to jeden z głównych bogów panteonu. Panował nad światem podziemnym, zmarłymi, koszmarami i wojną. Jego atrybutem była czaszka końska. Przedstawiano go jako trupiobladego starca z turbanem na głowie i długa, zieloną brodą.

5. Velnias lub Perdoutus był bogiem wiatru. Miał złote włosy i paznokcie. Ludzie myśleli, że ześle na nich bogactwo, niestety były to tylko pozory. Jego dotknięcie wywoływało żółtaczkę. Jeździł na ośmionogim koniu o dwóch rogatych głowach. Kto inny miał takiego wierzchowca? Otóż skandynawski Odyn. Jego Sleipnir wyglądał niemalże tak samo. Perdoutus zabierał życie pod postacią oszalałego jeźdźca ale zsyłał też dzieci.

6. Ratajniczka i Usins to najbardziej „końscy” bogowie. Byli ich strażnikami i opiekunami.

7. Gabija za czasów chrześcijańskich została „przerobiona” na św. Agatę. 5 lutego wyprowadzano dwa konie i oprowadzano je wokół obejścia. Miało to zapobiec wybuchom pożarów – Gabija była także opiekunką ognia.

8. Laima to natomiast romantyczna bogini przeznaczenia. Przemierzała świat dosiadając zlanego potem konia w poszukiwaniu ludzi, którzy mogliby się pokochać.

Czy przy takiej ilości głównych postaci mitologicznych związanych z koniem można mieć wątpliwości, że zwierzę to nie było jedynie wyznacznikiem prestiżu społecznego? Gdyby dowodów było mało warto przyjrzeć się wróżbom. I tu mała dygresja. Bezpośredni sąsiedzi Bałtów – Słowianie. Konie mieli, wojowali więcej i na większą skalę, kumysu nie pili i a pochówki końskie są u nich rzadkością. Dlaczego? Do dziś pozostaje to tajemnicą. Zewsząd otoczeni ludami, którzy wierzchowce grzebali. Handlowali z nimi, napadali i byli napadani. Mieszały się krew, wierzenia i zwyczaje. Tego obrzędu jednak nie przejęli.

Był jednak zwyczaj związany z koniem, który kultywowali zgodnie ze zwyczajem bałtyjskich sąsiadów – wróżby i magia wojenna. U jednych i u drugich istniały święte gaje, w których mieszkał należący do sfery sacrum koń. Nie pracował on i nie opuszczał świętego gaju. Nie pozwalano go dosiadać, ponieważ jego grzbiet zajmował bóg wojny, ognia i piorunów: u Słowian Perun, u Bałtów Perkun. Dotykać mógł go jedynie kapłan. Różnica kulturowa dotyczyła maści wierzchowca – słowiański musiał być biały, bądź w innych ośrodkach kultu czarny, natomiast każde z plemion bałtyjskich uznawało konia innej barwy za zwierzę święte. Kiedy trzeba było podjąć ważną decyzję dotyczącą działań wojennych należało spytać o radę bogów, a w tym wypadku Peruna/Perkuna dosiadającego grzbietu świętego wierzchowca. Wbijano więc włócznie grotami do dołu tak, by drzewce się krzyżowały i prowadzono w ich stronę konia. Jeśli przestąpił on linię włóczni prawą nogą oraz nie potknął się, znaczyło to, że bóg zgadza się na podjęcie działań wojennych. Jeśli lewą – decyzja była negatywna. Drugim sposobem było rozłożenie włóczni na ziemi w równej odległości od siebie a następnie prowadzenie tamtędy konia. Jeśli za każdym razem przestąpił włócznie najpierw prawą nogą nie poruszając ich wróżba była pomyślna.

Tyle na temat fenomenu kulturowego Bałtów, jaki stanowiły pochówki końskie i zwyczaje związane z tym zwierzęciem. Dociekliwych odsyłam na moją akademię edu oraz do artykułu Pochówki końskie w kulturze zachodnich Bałtów – próba wyjaśnienia genezy oraz związków z wierzeniami od II do XII w.n.e.opublikowanego w czasopiśmie Argumenta Historica i bardzo łatwego do wygoglowania a także do kilku innych tekstów mojego autorstwa czy pracy magisterskiej dostępnej na akademii.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *